Ułatwienia dostępu

KIEDY OTWIERAMY DRZWI, ODKRYWAMY HISTORIE! Górzynieckie Forum Kultury "Domy, które pamiętają"

KIEDY OTWIERAMY DRZWI, ODKRYWAMY HISTORIE!

Czasem wystarczy zapukać do drzwi, zadać pytanie i uważnie posłuchać. I właśnie wtedy historia, która wydawała się zamknięta w starych dokumentach i fotografiach, nagle nabiera głosu.

Pan Marek Bergtraum odwiedził wnuczkę pani Marii Baranowskiej – nauczycielki i dyrektorki szkoły w Górzyńcu, którą poznaliśmy już na jednej z naszych archiwalnych fotografii.

Podczas spotkania wnuczka opowiedziała o swojej babci. Z tej rozmowy powstała niezwykła opowieść o jej życiu, którą za chwilę przeczytacie.

„Maria Baranowska – nauczycielka z Górzyńca. Losy niezwykłej kobiety.

Kiedy we wrześniu 1939 roku Armia Radziecka wkroczyła do Polski, życie Marii Baranowskiej pękło jak cienka porcelana. Jej mąż, sekretarz gminy w Brześciu, został wywieziony w głąb Związku Radzieckiego. Zniknął bez słowa, bez pożegnania, bez nadziei na powrót. Maria została sama — z trzyletnim synkiem i strachem, który nie opuszczał jej ani na chwilę.

Rok później przyszli po nich. Transport do Atbasaru w północnym Kazachstanie był jednym z pierwszych. Wagony, w których ludzie stali jak drzewa w lesie, bez miejsca na oddech, bez pewności jutra. W Atbasarze Maria pracowała tak, jak kazano: zbierała kamienie na polach, oporządzała zwierzęta, malowała ściany domów. Każdy dzień był walką o przetrwanie — jej i dziecka.

Nie wiedziała nic o losach męża. Aż do 1943 roku. Wtedy, wśród szarości zesłańczego życia, zobaczyła na okładce „Orła Białego” fotografię generała Sikorskiego otoczonego oficerami na Bliskim Wschodzie. Jednym z nich był on. Jej mąż. Żył. Wstąpił do Armii Andersa. Ten moment był jak otwarcie okna w dusznym pokoju — nagły powiew powietrza, który pozwala znów oddychać.

Nawiązali kontakt. Przysłał list. Przysłał paczkę. A potem przyszła choroba. Malaria rzuciła ją na łóżko w szpitalu w cieplejszej części ZSRR. Wspominała później dzień, w którym przyprowadzono jej synka, by zobaczył ją przez szybę. Chłopiec spojrzał na wychudzoną kobietę z ogoloną głową — i uciekł z płaczem. Nie poznał własnej matki. Ten moment bolał ją bardziej niż choroba.

W 1945 roku została zwolniona. Rok później wróciła do Polski, na Ziemie Odzyskane. Miała wykształcenie nauczycielskie, więc powierzono jej szkołę w Twardowie (Górzyńcu). I tam, wśród dzieci, wśród zeszytów, wśród kredy i tablic, zaczęła odbudowywać świat.

Była nauczycielką wymagającą, czasem ostrą, ale zawsze sprawiedliwą. Dla swoich uczniów organizowała drużynę zuchową, kółko taneczne, wyjazdy na zawody w skokach narciarskich do Szklarskiej Poręby. Zapraszała Wlastimila Hofmana — dzieci słuchały go jak bajki. Zimą na boisku szkolnym powstawało lodowisko, na którym śmiech mieszał się z dźwiękiem ostrzy sunących po lodzie.

Jej syn był jej oczkiem w głowie. Wykształciła go, wspierała, prowadziła. Został lekarzem we Wrocławiu, cenionym i lubianym. Razem z żoną wybudował obok szkoły drewniany, góralski dom — miejsce, w którym Maria spędziła swoją emeryturę.

A mąż? Jego los był tragiczny. Po przejściu całego szlaku bojowego Andersowców trafił do Londynu, a potem wrócił do kraju. Został aresztowany, przesłuchiwany w więzieniu w Świdnicy. Pan Jędras z Górzyńca, który siedział w tym samym więzieniu, ostrzegł Marię: mąż przekazał, by nie przyznawała się do niego, nie próbowała kontaktu. Inaczej oboje wrócą na Sybir. Niedługo potem został wywieziony do Nowosybirska i rozstrzelany — wraz z trzystu innymi więźniami z Polski.

Maria Baranowska żyła dalej. Nie w cieniu tragedii, lecz w świetle tego, co ocaliła: dzieci, które wychowała; syna, którego wykształciła; szkołę, którą prowadziła jak dom. Dawni uczniowie wspominają ją do dziś — z czułością, z szacunkiem, z wdzięcznością. Bo są ludzie, którzy mimo tego, co ich spotkało, potrafią dawać innym światło. Maria Baranowska była jedną z nich."

📖 To właśnie takie historie są dla nas najcenniejsze. Nie znajdziemy ich w oficjalnych kronikach. Żyją w pamięci rodzin, w domowych albumach i we wspomnieniach przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Otrzymaliśmy również klasowe zdjęcie. Druga od lewej to pani Małgosia – wnuczka pani Baranowskiej. Nie była uczennicą górzynieckiej szkoły, ale babcia posadziła ją w ławce. 😊

Na fotografii rozpoznajemy również Bożenę Nikowską, która mieszkała obok szkoły, oraz panią Jadwigę Gawłowską, o której pisaliśmy już wcześniej.

 Jak pięknie potwierdza się to, że warto pytać, szukać i otwierać kolejne drzwi. Za każdymi z nich może czekać czyjaś niezwykła historia.

Dziękujemy panu Marek Bergtraum za to, że te drzwi otwiera, a rodzinie pani Marii Baranowskiej – za podzielenie się wspomnieniami.

📚 Do szkoły jeszcze wrócimy. Mamy tam jeszcze wiele historii do odkrycia.

A tymczasem… przenosimy się do kolejnego domu – przy ulicy Brzozowej 2. 

Co tam na nas czeka? Zaglądajcie do nas! Zachęcamy do obserwowania naszego profilu na Facebooku i Instagramie. Udostępniajcie nasze posty!

 GÓRZYNIECKIE FORUM KULTURY „DOMY, KTÓRE PAMIĘTAJĄ”

Organizator: Stowarzyszenie Przyjaciół Górzyńca

Oprawa graficzna: Marianna Sztyma i Piotr Zdanowicz

Patroni medialni: TV Zachodnia, Nowiny Jeleniogórskie

Jednym z wydarzeń projektu będzie spacer fotograficzny „Domy, które pamiętają” – 12 września 2026 roku.

Projekt dofinansowano ze środków Programu Działaj Lokalnie Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, realizowanego przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce oraz Stowarzyszenie LGD Partnerstwo Ducha Gór.

 

 

Szczegóły: https://www.facebook.com/photo?fbid=122273969654294887&set=pcb.122273970932294887&locale=pl_PL